Legolas
GotLink.plbłota. Teren nieco się podnosił i wydłużonymi, niskimi fałdami, jałowy i bezlitosny ciągnął się aż ku pustkowiu, leżącemu u bram Saurona. Póki szary dzień nie przeminął, kryli się skuleni jak robaki pod czarnym kamieniem, żeby nie wypatrzył ich okrutnymi oczyma przelatujący skrzydlaty potwór. Reszta wędrówki zapadła w cień strachu, w którym
zaczął podejrzliwie węszyć wkoło, sycząc i znów objawiając niepokój czy może niezadowolenie. - Co tam znowu? fuknął Sam, fałszywie tłumacząc sobie to zachowanie Golluma. Czemu kręcisz nosem? Nawet zatykając nos o mało nie mdleję od tego smrodu. Cuchniesz ty, cuchnie pan Frodo, wszystko tutaj cuchnie. - Tak, tak, Sam także
przepływających chmur, Sam zdrzemnął się wreszcie. Frodo miał czuwać. Leżał oparty plecami o zbocze leja, ciężar jednak nie zelżał wcale na jego piersi. Frodo patrzył w górę na zasnute dymami niebo i widział na nim dziwne zjawy, ciemne sylwety jeźdźców, twarze znajome z przeszłości. Stracił rachubę czasu, chwilę wahał się
błota. Teren nieco się podnosił i wydłużonymi, niskimi fałdami, jałowy i bezlitosny ciągnął się aż ku pustkowiu, leżącemu u bram Saurona. Póki szary dzień nie przeminął, kryli się skuleni jak robaki pod czarnym kamieniem, żeby nie wypatrzył ich okrutnymi oczyma przelatujący skrzydlaty potwór. Reszta wędrówki zapadła w cień strachu, w którym
Czarny Władca, ale kogo miał na myśli Gollum mówiąc: ona pomoże? Zapewne w swoich wędrówkach zawarł przyjaźń z jakąś nikczemną poczwarą. Sam nie miał jednak czasu zastanawiać się dłużej nad tą zagadką, bo sytuacja stała się zbyt groźna. Musiał działać. Ciężki bezwład przykuwał go do ziemi, ale hobbit zdobył się
spod półprzymkniętych powiek czujnie śledził każdy ruch Golluma. W prostocie ducha uważał dotychczas, że Gollum może być niebezpieczny tylko dlatego, ponieważ był głodny; bał się, że stwór zechce wreszcie zjeść hobbitów. Dopiero teraz zrozumiał, że nie na tym polega groźba. Gollum odczuwał straszliwy czar Pierścienia. Tamten to był oczywiście
wodzie cuchnącej jak gnojówka, często wpadali w nią po kolana lub nurzali w niej ręce, aż wreszcie byli od stóp do głów umazani lepkim błotem i każdy czuł, że jego towarzysze śmierdzą. Noc miała się ku końcowi, gdy nareszcie wydostali się na pewny grunt. Gollum syczał i szeptał do siebie, lecz